Świat książki fantasy. Czy świat istnieje, jeśli nikt o nim nie myśli? – część druga

Świat książki fantasy. Czy świat istnieje, jeśli nikt o nim nie myśli? – część druga

Świat książki fantasy może przybierać bardzo złożone formy. Często autor pisze go całkowicie od początku – z własnymi prawami fizyki i natury, z własnymi planetami, wszechświatami, lądami i morzami. Tworzone są w nim całkowicie odrębne od wszystkiego, co znamy z naszej rzeczywistości, historie, ustroje, a nawet języki, którymi posługują się bohaterowie.

Skoro bohaterowie fantasy mogą posługiwać się własnymi językami, a historie opisane w książkach tworzą ich własne, oryginalne losy, związki, myśli i wypowiedzi – czy wobec tego wszystkiego ci bohaterowie żyją, gdy książka stoi na półce? Czy żyją tylko w wyobraźni czytelnika? Czy opisanie ich pozostawia też trwałe ślady w naszej ziemskiej rzeczywistości? A może tworzy jedyną w swoim rodzaju zależność splątaną z naszymi ziemskimi słowami? Czy pojawienie się czytelnika – obserwatora powołuje te istoty do istnienia?

Pytanie o bohaterów wyzwala powiązane myśli o tym, czy miasto fantasy może istnieć pomiędzy rozdziałami książki. Jak myślicie? Czy toczą się w nim zwyczajne wydarzenia, które determinują losy jego mieszkańców? Ciekawe czy można przenieść wiadomości z jednego miasta opisanego przez świat książki fantasy do kolejnej fikcyjnej metropolii? Czy słowa budują mosty?

Załóżmy, że opisywana historia powoduje jakąś zmianę we wszechświecie, a fikcja zaczyna toczyć się własnymi prawami. Czy wobec tego może wywrzeć wpływ na autora i sprawić, że odkrywanie świata jego książki stanie się ważniejsze niż wymyślanie kolejnych opowieści?

Jedne pytania tworzą drugie, a odpowiedzi na nie wcale nie są tak proste, jak się wydają.